DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

Krzysztof Varga. Aleja Niepodległości.
Spodziewana premiera rynkowa minęła 16 marca 2010 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 27,10 zł  31,90
Odległa dzielnica.
Data premiery rynkowej: 22 marca 2010>
Cena: 40,50 zł  54,00
Marina Diaczenko, Siergiej Diaczenko. Tułacze #3 - Następca.
Spodziewana premiera rynkowa minęła 16 marca 2010 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 28,72 zł  35,90

BANNERY

kotwica FORUM GILDII HISTORIA

RECENZJE KSIĄŻEK

O FILMACH...

O KOMIKSACH...

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

NADCHODZĄCE IMPREZY

NAJNOWSZE GALERIE

NAJNOWSZE RELACJE

ARCHIWUM NEWSÓW

Relacja z II Ogólnopolskiego Festiwalu Łucznictwa Tradycyjnego

Data publikacji artykułu: 14 czerwca 2003
Autor: Andrzej Urbański

W dniach 23-25 maja w Słupsku, na terenach SOSIR-u przy kramach oraz obozowisku powiewały sztandary. Zacni goście zjechali się do tego miasta by obejrzeć zmagania turniejowe.

Wbrew czarnym chmurom i wężowym językom, że nasz turniej nie odbędzie się, odwiedzili nas szlachetni rycerze, dzielni wojowie, piękne damy, rzemieślnicy oraz mieszczanie a wśród nich:

  • Chorągiew Ziemi Łomżyńskiej
  • Milites Dei
  • Chorągiew św. Barbary z Nikomedii
  • Swobodna kompanija
  • Drużyna Borka z Borkowa
  • Hufiec Przedni wójtostwa Lębork
  • Wendyjczycy
  • Bractwo rycerskie zamku sztumskiego
  • Trupa Gesh

O przygotowaniach do imprezy sporo by tu można było mówić, gdyż tuczniki, rogacizna oraz inny drób tuczony był już od zimy zaś bartnicy jesienią miód specjalnie na ucztę wieczorną zbierali. W ostatnie dni przed samą imprezą kasztelan grodu naszego, widząc zbliżającą się unię, nakazał nam parę prac w ramach lenna wykonać by turniej nasz z nazwy zaściankowej na nazwę kontynentalną odmienić i tym samym w oczach mieszczan oraz gości splendoru dodać.
Błonia turniejowe wielkie zaiste były, podzielone tak, by każdy mógł wszelakich rozrywek zaznać. Obozowisko na uboczu stało, by tylko goście nasi dostęp do niego mieli. Plac turniejowy z ustawionymi nań sześcioma celami, ciągnął się wzdłuż rzeki na 3/4 strzelania z łuku. W pobliżu ustawoina była mała strzelnica dla pociech oraz gawiedzi.  Za plecami łuczników, na małej łączce pod drzewami zacne damy zajmowały szkraby rycerskimi zabawami. Mieszczanom też nie odpuszczały różnych uciech: tańców i gier wszelakich.
U boku strzelnicy zaś, rzemieślnicy się rozbili, handlując bronią, paciorkami, pergaminami oraz innym drobiazgiem oko cieszącym, kieszeń zaś drenującym. Strudzeni zaś znojem i zmaganiami dzielni strzelcy mogli w karczmie jadła znaleźć. Chlebem ze smalcem i ogórasami, bigosem czy inną strawą mógł się pokrzepić oraz gardło przepłukać.
Sobotniego dnia wyzwanie rzuciliśmy, goście w trzech różnych konkurencjach się zmierzyli.
Pierwszą było strzelanie do celu na czterdzieści kroków oddalonego (trzydzieści metrów). Tutaj trzeba było oddać z łuku trzy razy po pięć strzałów , nim sześciu najlepszych do kolejnej rundy zostało wybranych. W niej również tyleż samo wypuścić strzał należało. Trzech z nich walczyło o prym najlepszego i ponownie trzy razy po pięć strzał z łuku wypuścili nim zwycięzcę obrali. Zwyciężył Krzysztof Mieloszyk z Milities Dei , Maciej Oleksy drugim był zaś Kasia Czerniak z Milities Dei trzecią została.
Południe już minęło, gdy druga konkurencja się zaczęła, a było nią strzelanie do ruchomego celu, na ponad czterdzieści kroków oddalonego. Owym celem tarcza była, na wozie umieszczona, przez dwu pacholików wzdłuż linii strzelców ciągniona.  Strzelcy musieli tyleż samo strzał wypuścić co w poprzedniej konkurencji, by do kolejnego etapu się dostać. Po tych zmaganiach najlepszym strzelcem okazał się Adam Swoboda ze Swobodnej Kompaniji, drugim strzelcem Krzysztof Mieloszyk z Milities Dei zaś trzecim Bartosz Iwaszkiewicz Z Chorągwi Łomżyńskiej. Dodać trzeba, że zwycięzcy każdą prawie strzałę w tarczy mieli wbitą, co świadczy o ich celności i pewnej ręce.
Ogłosiliśmy przerwę w zmaganiach, by goście nasi w spokoju posilić się mogli a i do turnieju bojowego się przygotować mogli. W turnieju bojowym tarcze w odległości stu kroków ustawiliśmy (siedemdziesiąt metrów). W zbrojach kolczych, z mieczami, toporzyskami za pasem, kapturami kolczymii przeszywanicami do zmagań dalszych przystąpili. Pierwsze dwa strzały ze stu jedenastu kroków padły, kolejne dwa z siedemdziesięciu kroków, zaś ostatnie dwa z tylko czterdziestu kroków. Pierwszy konkurent, który strzelanie zakończył, kończył także strzelanie innych. Jako, że trudny był to turniej, zmagania musieliśmy zmienić, i zmniejszyć ilość kroków dzielącą zawodników od celu aż o dwadzieścia kroków. Zabawa przednia to była. Niektórzy po cztery razy biegać tak musieli w pełnym opancerzeniu i celu strzałami sięgać. Zwycięzcą ponownie Kamil Mieloszyk pozostał, drugim strzelcem Bartosz Iwaszkiewicz mianowanym był zaś laury trzeciego Grzegorzowi Żmudy Trzebiatowskiemu od św. Barbary przypadły.
Nadmienię tutaj, że jeden ze strzelców, nie wiedząc czemu za cel bale przy tarczach ciągle sobie obierał i nie wiedząc czemu roboty dodatkowej mi stale przysparzał. Chciał chyba okazać, że czterema strzałami, uczyni to, co inni pięcioma potrafią.
Zmaganiaturniejowe zakończyły się przed wieczerzą, czas był jeszcze by inscenizację bitwy dla zebranej gawiedzi pokazać.
W niedzielny dzień konkurenci lekko chwiejną ręką mierzyli z łuku, zmagając się w ten sam sposób co na czterdzieści kroków dnia poprzedniego lecz tym razem na nowym dystansie siedemdziesięciu kroków. I tutaj najlepszym strzelcem Adam Swoboda ostał, drugim Indar z łomżyńskiej zaś trzecim Grzegorz Żmuda Trzebiatowski. Ostatnią konkurencją było strzelanie na czterdzieści kroków z tą różnicą, że ważne było skupienie strzał. Łucznik sześć razy po cztery strzały wypuszczał z łuku. Z każdego strzelania wybierał trzy najbliższe siebie, tak by otaczając je sznurkiem jak najmniejszy obwód tworzyć. Tutaj pokaz swej ręki dał Adam Swoboda, pozostawiając drugie miejsce dla Macieja Oleksego, zaś trzecie dla Grzegorza Żmudy Trzebiatowskiego.

Zgodnie z zasadami ukazanymi wcześniej, do bitwy sobotniego wieczora przystąpili zgromadzeni rycerze i woje, zaś łucznicy w niewielkiej sile wzmocnili pomorskie oddziały.  W dramie tej, ku radości gawiedzi pojedynek rycerski i napad na konwój ukazany został . Walka szybką rzezią gwardzistów zakończona została. Walna bitwa zebrała zarówno lekkozbrojnych jak też dobrze uzbrojonych wojów. Jednakże, wbrew mniemaniom widowni, krzywda nikomu się nie stało, pomimo braku hełmów u niektórych oraz dwóch dam biorących udział w bitwie. Jeden rycerz, narzekał jeno, że nogawice przy taszkach otarły go lekko i pomocy się domagał, jednakże nie braci szpitalników, jeno sióstr ...
Po inscenizacji kilka pomniejszych walk było, jednakże my umęczeni zmaganiami turniejowymi pola wypoczętym ustąpić musieliśmy.
Biesiada wieczorna, uczta przednia przy świecach, wraz z muzyką trzymającą fason i nastrój, odbyła się w miejscu przytulnym i wygodnym. Kaszy, grochu, strawy dworskiej, zupy grzybowej oraz wielu licznych dań nie zbrakło. Tańce krótkie co prawda były lecz zdążyły oko nacieszyć. Nocy właściwie nie było, gdyż przy ognisku jutrzenkę stale widzieliśmy i w pobliskie chaszcze daleko chodzić nie trza było. Dniało już bardzo mocno, chłopki poszły krowy doić, gdy ostatni goście legli biesiadowaniem zmęczeni.
Cieszył nas fakt, że tak wąskie grono łuczników przybyło, dzięki temu lepsze konkurencje dla nich przygotowane być mogły, a postrzelać do woli też mogli. Z placu do niedzieli popołudnia zejść nie chcieli.
Dziękujemy pocztom rycerskim, które zapowiedziały, że nie będą mogły nas zaszczycić swą obecnością, zaś poczty, do których nasz gołąb z wiciami nie dotarł, najuniżeniej przepraszamy - gołębie niekiedy szlaki gubią i jastrzębie po drodze je ucapić potrafią.
Dziękujemy mecenasom turnieju, których tutaj nie sposób wymienić wszystkich. Nie chcielibyśmy przypadkiem ominąć któregoś a jak wiadomo pamięć krótka i zwodnicza jest.
Za rok, ponownie zapraszamy w szranki łucznicze, jednakże prosić gości będziemy i tylko za naszym glejtem stawiać się będzie można.  Zimowe szranki też powoli zaczniemy szykować, lecz dla zbrojnych ino będzie ten turniej przeznaczony. Dla słabych serc niewieścich oraz słabowitej ręki miejsce tylko na trybunach będzie.

Andrzej Urbański
Herold turnieju