Skuteczność, sposoby oddawania strzału i koszty użycia artylerii średniowiecznej

Autor: Michał Adam Kuc
28 marca 2001

Mimo, iż źródła nie podają konkretnych informacji na temat donośności artylerii średniowiecznej, to z danych pośrednich wynika, że nie była ona w tym czasie imponująca. Maksymalna donośność wynosiła wówczas 1700 metrów, ale najlepsze wyniki w przypadku najcięższych bombard, osiągano z odległości do 500 metrów. Hufnice i taraśnice strzelały natomiast na maksymalną odległość około 250 - 300 metrów. Jeśli chodzi o szybkostrzelność, to ciężka bombarda burząca była w stanie oddać dwa strzały, a hufnice i taraśnice do siedmiu strzałów w trakcie dnia. Dopiero zastosowanie wymiennej komory prochowej umożliwiło prowadzenie ciągłego ognia z folgerzy, strzelających do trzydziestu razy dziennie.

Tak niska szybkostrzelność najważniejszego rodzaju dział średniowiecznych, czyli niszczących fortyfikacje bombard, była związana z obszernymi pracami przygotowawczymi do oddania strzału, które zajmowały bardzo dużo czasu. Ładowano więc najpierw działo na wóz, podjeżdżano nim obok amunicji i rozpoczynano budowę rusztowania strzeleckiego z nasadą, czyli przeszkodą mającą wyeliminować odrzut działa. Z przodu budowano dla łoża z lufą podstawę, pod którą podkładano belki i kliny, mające ukierunkować bombardę. Działanie odrzutu na nasadę było tak olbrzymie, że działo mogło zostać wyrzucone z kierunku, jeżeli nasada nie była zbyt solidnie wykonana. Po każdym wystrzale działo musiało być ponownie naniesione na starą pozycję, położenie wysokościowe i kierunek boczny, a uszkodzenia przeszkody naprawione. Komorę działa należało zaś wypełnić w 3/4 jej długości prochem, wbić w lufę dokładnie dopasowany kloc suchego drewna, a kulę umieścić tak, aby dotykała kloca. Luz między kulą, a ściankami lufy był klinowany wiórami i zatykany płóciennymi paskami, zwiniętymi i nasączonymi woskiem. Dopiero po wykonaniu tej pracy, celowniczy jeszcze raz sprawdzał kierunek wysokości i kierunek boczny, wwiercał szydło przez otwór strzelniczy i usypywał wolno palący się proch lontowy, ażeby podczas zapalania zdążyć uciec w bezpieczne miejsce, w obawie przed śmiercią pod bombardą, wyrzuconą ze swego kierunku. Budowa baterii, naniesienie na pozycję, ładowanie i celowanie były więc żmudną i uciążliwą, trwającą długie godziny pracą.

Najpoważniejszą wadą średniowiecznej broni palnej był jednak bardzo wysoki koszt jej użycia w porównaniu do używanych wcześniej balist, czy katapult. Zarówno samo wykonanie ówczesnych dział, jak i dostarczenie wszystkich niezbędnych akcesoriów do prowadzenia ognia artyleryjskiego, pochłaniało sporo środków pieniężnych. Według ksiąg rachunkowych z początku XV wieku - ciężka bombarda kosztowała tyle, co średniej wielkości koga kupiecka, a jeden strzał z niej oddany kosztował tyle, co cztery woły. Również żołd wyszkolonego w obsługiwaniu działa puszkarza, należał do najwyższych i przewyższał zapłatę dla zaciężnego kopijnika w pełnej zbroi.

Reasumując, średniowieczna broń palna nie przewyższała artylerii przedogniowej ani szybkostrzelnością (była znacznie wolniejsza), ani celnością, natomiast jej użycie wydatnie podnosiło koszty prowadzenia wojny. Nasuwa się więc pytanie - dlaczego od XV wieku znajdowała się ona w coraz powszechniejszym użyciu? Otóż po wprowadzeniu odlewanych w formie luf, znacznie wzrosły możliwości burzące bombard w stosunku do katapult i balist, co przy konieczności kruszenia coraz to potężniejszych i liczniejszych fortyfikacjach, miało niebagatelne znaczenie.

Dla wszystkich, którzy mimo wskazanych powyżej wad średniowiecznej broni palnej zdecydują się na praktyczne używanie bombard w systemach RPG, przytoczę jeszcze na zakończenie ulubione porzekadło średniowiecznych puszkarzy, które doskonale oddaje charakter ówczesnej artylerii: "strzelanie jest sztuką, trafić jest łaską bożą".



blog comments powered by Disqus