Technika oblężnicza w średniowieczu

Autor: Michał Adam Kuc
28 marca 2001

Narodziny sztuki oblężniczej wiążą się bezpośrednio z powstaniem i stopniowym udoskonalaniem umiejętności wznoszenia stałych fortyfikacji, broniących dostępu do osad o charakterze miejskim, istniejących już w późnym neolicie. Ponieważ stałe umocnienia mające charakter szczelnego kręgu murów, skutecznie broniły wydzielonego terytorium przed jakimkolwiek atakiem z zewnątrz, napastnicy musieli postarać się o to, aby znaleźć skuteczne sposoby na neutralizację ich wpływu na pole walki. Doprowadziło to już w początkach epoki starożytnej do szybkiego rozwoju tych elementów techniki wojskowej, które umożliwiały przeprowadzanie skutecznych oblężeń ufortyfikowanych miast i niedostępnych twierdz. Aż do upadku Imperium Romanum, sztuka oblężnicza była ciągle udoskonalana, co stanowiło niejako odzwierciedlenie nieustannego postępu, dokonującego się również w dziedzinie architektury obronnej.

Upadek cywilizacyjny, jaki miał miejsce w Europie w wyniku rozkładu Cesarstwa Zachodniego i najazdów plemion barbarzyńskich z północy i wschodu, dotknął również technikę oblężniczą. Ze względu jednak na specyficzny charakter rozwoju ówczesnych krajów Europy, zarówno architektura obronna, jak i sztuka oblężnicza, bardzo szybko przeżyły swój renesans i prześcignęły antyczne osiągnięcia w tym względzie. Rozwój stałych umocnień od wczesnośredniowiecznego wału ziemnego, zwieńczonego drewnianą palisadą i niewiązanego szańca kamiennego, po wznoszone z cegły i kamienia wielopasmowe fortyfikacje murowane, wzmocnione dodatkowo licznymi basztami obronnymi i barbakanami, wymusił niejako nowe rozwiązania techniczne w sztuce oblężniczej.

Podczas walk o stałe punkty oporu w średniowieczu, posługiwano się całym arsenałem metod i środków, mających za zadanie - z jednej strony usprawnić obronę fortyfikacji załodze - z drugiej zaś ułatwić atak wojskom oblegającym. Podstawowe znaczenie miały tutaj przede wszystkim używane już w starożytności machiny miotające, służące zarówno do rażenia siły żywej, jak i niszczenia fortyfikacji. Średniowieczna artyleria przedogniowa - ze względu na źródło energi wyrzucającej pocisk, dzieli się na dwa zasadnicze rodzaje:

pierwszy z nich to machiny, działające na zasadzie rozprężania się elastycznego materiału, w którym energia powstaje dzięki jego skręceniu, zgięciu lub ściśnięciu. Reprezentowały je katapulty, balisty i różnej wielkości kusze wałowe, zaopatrzone w kołowroty ułatwiające naciąganie cięciwy. Katapulty i balisty średniowieczne miotały pociski kamienne o wadze do 100 kilogramów, a także okute belki i strzały o wielkości oszczepów, a ich donośność dochodziła do 250 metrów. Olbrzymich rozmiarów kusze, wyposażone w ciężką podstawę lub podwozie na kołach, wyrzucały z kolei okrągłe kule kamienne i metalowe oraz duże bełty na odległość do 900 metrów.

Drugi rodzaj machin miotających działał na zasadzie dwustronnej dźwigni, zaopatrzonej w dwa, różnej długości ramiona. Dłuższe z nich posiadało uchwyt o kształcie łyżki lub procy, natomiast krótsze było obciążone odpowiednią przeciwwagą umieszczoną z drugiej strony dźwigni. Przed strzałem unoszono ramię z przeciwwagą w górę, które po raptownym opuszczeniu - z wielką siłą wyrzucało pocisk w pożądanym kierunku. Z tego typu machin miotano przede wszystkim głazy i okute belki, a także wszelakiego rodzaju pociski biologiczne, jak na przykład padlinę w zaawansowanym stanie rozkładu.

Charakterystycznym dla średniowiecza rodzajem sprzętu oblężniczego były również ruchome wieże, zaopatrzone w drewniane pomosty dla żołnierzy, dzięki którym niwelowano różnicę wysokości, na jakiej walczyły obie strony. Istotną rolę przy szturmach spełniały także szopy osłaniające atakujących przed gradem pocisków, miotanych za sprawą obrońców z góry. Zarówno wieże, jak i szopy, konstruowano z drewnianych bali i pokrywano namoczonymi wodą skórami, które miały je ochronić przed ogniem. Do wyłamywania bram i kruszenia fortyfikacji służyły natomiast tarany, mające postać drewnianej belki, zaopatrzonej z przodu w metalowe okucie. Często tarany były umieszczane w konstrukcji przypominającej wzmiankowane wyżej szopy, przy czym zawieszano je za pomocą łańcuchów na równoległej belce utrzymującej dach, co wydatnie zwiększało ich efektywność.

Wyżej zaprezentowany sprzęt oblężniczy był wykonywany zawsze przy udziale wyspecjalizowanych konstruktorów. Niektóre, mniej skomplikowane urządzenia stawiano pod ich nadzorem już na przedpolu atakowanej warowni, natomiast te, które wymagały czasu i precyzji  - produkowano wcześniej i dostarczano na plac boju w całości bądź we fragmentach.

Bardzo często, podczas walk o zamki i obwarowane miasta, wykorzystywano również podręczny sprzęt oblężniczy. Zaliczano doń między innymi prowizoryczne zasłony z desek, wiązki wikliny lub faszynę, pod osłoną których zbliżano się w bezpośrednie sąsiedztwo umocnień, po czym zarzucano nimi suchy rów lub fosę z wodą. Aby zlikwidować przewagę wysokości, jaką dawały oblężonym fortyfikacje, wojska atakujące sypały sztuczne podwyższenia, na których ustawiano machiny miotające, a później artylerię ogniową. Niekiedy też drążono tunele, mające ułatwić przedostanie się do wnętrza oblężonego obiektu, do czego niezbędny był sprzęt w postaci łopat, oskardów, taczek i podobnych narzędzi, a także drewno konstrukcyjne do szalowania wykopów. Nie można również zapomnieć o niezbędnych podczas każdego szturmu drabinach oraz hakach do ich odpychania od murów obronnych. Obrońcy używali dodatkowo jeszcze worków z piaskiem i drewnianych kłód do tarasowania bram oraz nadwątlonych ostrzałem artyleryjskim umocnień. Poza tym miotali oni również z góry na nieprzyjaciela wielkie kamienie, kłody drewna, lali na niego wrzącą wodę i olej oraz zarzucali płonącymi szczapami jego machiny wojenne. Były to stare i wypróbowane środki obrony, a ze względu na ich skuteczność - nadal praktykowane.

W związku z upowszechnieniem w Europie czarnego prochu i odkryciem jego "wybuchowych właściwości", w pierwszej połowie XIV wieku do arsenału broni używanej podczas oblężeń, weszła wszelakiego rodzaju artyleria ogniowa. Nie oznaczało to jednakże, iż nowa broń była w początkowym okresie dużo skuteczniejsza od starszych, sprawdzonych wcześniej machin. Nierzadko warsztaty ludwisarskie wypuszczały działa mało skuteczne i mało wytrzymałe na ciśnienie gazów, powstających w wyniku spalania prochu strzelniczego. Produkcja luf stanowiła bowiem trudny pod względem technicznym i technologicznym proces, w którym skuwano ułożone wzdłużnie szyny i wzmacniano poprzecznie nakładanymi pierścieniami. Dopiero w drugiej połowie XIV wieku zdecydowano się na odlewanie dział w gotowych formach.

W pierwszym okresie wykorzystywania artylerii ogniowej w trakcie oblężeń, działa były kładzione na ziemi pod odpowiednim kątem, na usypanych specjalnie w tym celu szańczykach, aby uzyskać pożądany tor lotu pocisków. Niebawem skonstruowano specjalne drewniane łoża, na których mocowano lufy, a już w początkach XV wieku zaopatrzono je w niewielkie koła, które znacznie ułatwiały transport tej broni.

W średniowieczu wyróżniano kilka rodzajów broni palnej, z czego większość wchodziła w skład szeroko pojętej artylerii. Najważniejszymi rodzajami dział były bombardy, które służyły głównie do niszczenia fortyfikacji miast i zamków. Istniały trzy zasadnicze kalibry bombard, co jednocześnie określało średnicę i wagę miotanych przez nie pocisków. Lekkie bombardy posiadały kaliber 120 - 200 milimetrów, średnie 250 - 450 milimetrów, zaś ciężkie 500 - 800 milimetrów. Doskonałym przykładem ciężkiej bombardy może być słynna "Dulle Griet" (Szalona Greta) z Gandawy, wykonana w połowie XV wieku. Długość jej lufy wynosiła 5 metrów, ważyła 16 400 kilogramów i wyrzucała pociski o wadze 340 kilogramów i średnicy 640 milimetrów. Ze względu na swe rozmiary, których osiągnięcie wymagało olbrzymiej ilości cennego metalu i wysokiego kunsztu rzemieślnika, ciężkie bombardy były niezwykle kosztowne i wyrabiano je stosunkowo rzadko.

Oprócz bombard stosowano również w średniowieczu tzw. taraśnice, które służyły głównie do obrony fortyfikacji przed ostrzałem cięższych bombard i posiadały kaliber 40 - 100 milimetrów. Ustawiano je na specjalnie w tym celu skonstruowanych podstawkach i wyposażano w drewniane stojaki z drabinką celowniczą, umożliwiającą zmianę kąta podniesienia lufy. W XV wieku stosowano również często taraśnice dwulufowe, umieszczone na jednym łożu.

W późnym średniowieczu pojawiły się także działa polowe - tzw. hufnice, służące do wspierania swym ogniem poczynań własnych wojsk w otwartym polu. Początkowo nie różniły się one niczym od niewielkich, transportowanych na wozach bombard o kalibrze do 230 milimetrów. W połowie XV wieku hufnice otrzymały jednak proste, dwukołowe lawety, zaopatrzone w łukowy mechanizm podniesienia lufy, co znacznie zwiększyło ich efektywność w walce. W schyłkowym okresie średniowiecza skonstruowano poza tym nowy typ działa zwany folgerzem, który zaopatrzony był w wymienną komorę prochową, co wydatnie podniosło szybkostrzelność ówczesnej artylerii.

W XV wieku oddawano również artyleryjskie strzały bez użycia jakiegokolwiek działa. Mianowicie kopano w ziemi doły, wykładano gliną, a po wysuszeniu napełniano prochem,  otwór zaś zatykano wielką kamienna kulą. Jeżeli otwór był wykopany pod odpowiednio dobranym kątem, podpalano proch i kula leciała na nieprzyjaciela. Pocisk taki mógł wyrządzić wielkie szkody, lecz celność jego była niewielka.

Z broni palnej strzelano w średniowieczu głownie pociskami kamiennymi i metalowymi w zależności od rodzaju kalibru działa. Kule kamienne wyrabiali według podanych parametrów kamieniarze, natomiast pociski metalowe wykuwali kowale i konwisarze, najczęściej stosując do tego żelazo i ołów. Do najlżejszych rodzajów broni palnej robiono także kulki z brązu, a nawet ze szkła.

Używany wówczas proch czarny ucierano ręcznie przy użyciu różnego rodzaju tłuczków oraz stempli i przechowywano w drewnianych beczkach o wadze średnio do 10 kg. Najstarszy przepis na wykonanie prochu strzelniczego pochodzący z połowy XIV wieku podaje, iż niezbędnymi składnikami do jego wykonania były saletra, siarka i węgiel w proporcjach 4:1:1.

Mimo, iż źródła nie podają konkretnych informacji na temat donośności artylerii średniowiecznej, to z danych pośrednich wynika, że nie była ona w tym czasie imponująca. Maksymalna donośność wynosiła wówczas 1700 metrów, ale najlepsze wyniki w przypadku najcięższych bombard osiągano z odległości do 500 metrów. Hufnice i taraśnice strzelały natomiast na maksymalną odległość około 250 - 300 metrów. Jeśli chodzi o szybkostrzelność to ciężka bombarda burząca była w stanie oddać dwa strzały, a hufnice i taraśnice do siedmiu strzałów w trakcie dnia. Dopiero zastosowanie wymiennej komory prochowej umożliwiło prowadzenie ciągłego ognia z folgerzy, strzelających do trzydziestu razy dziennie

Tak niska szybkostrzelność najważniejszego rodzaju dział średniowiecznych, czyli niszczących fortyfikacje bombard, była związana z obszernymi pracami przygotowawczymi do oddania strzału, które zajmowały bardzo dużo czasu: ładowano więc najpierw działo na wóz, podjeżdżano nim obok amunicji i rozpoczynano budowę rusztowania strzeleckiego z nasadą, czyli przeszkodą mającą wyeliminować odrzut działa. Z przodu budowano dla łoża z lufą podstawę, pod którą podkładano belki i kliny mające ukierunkować bombardę. Działanie odrzutu na nasadę było tak olbrzymie, że działo mogło zostać wyrzucone z kierunku, jeżeli nasada nie była zbyt solidnie wykonana. Po każdym wystrzale działo musiało być ponownie naniesione na starą pozycję, położenie wysokościowe i kierunek boczny, a uszkodzenia przeszkody naprawione. Komorę działa należało zaś wypełnić w 3 jej długości prochem, wbić w lufę dokładnie dopasowany kloc suchego drewna, a kulę umieścić tak, aby dotykała kloca. Luz między kulą, a ściankami lufy był klinowany wiórami i zatykany płóciennymi paskami, zwiniętymi i nasączonymi woskiem. Dopiero po wykonaniu tej pracy, celowniczy jeszcze raz sprawdzał kierunek wysokości i kierunek boczny, wwiercał szydło przez otwór strzelniczy i usypywał wolno palący się proch lontowy, ażeby podczas zapalania zdążyć uciec w bezpieczne miejsce, w obawie przed śmiercią pod bombardą, wyrzuconą ze swego kierunku. Budowa baterii, naniesienie na pozycję, ładowanie i celowanie były więc żmudną i uciążliwą, trwającą długie godziny pracą.

Najpoważniejszą wadą średniowiecznej broni palnej był jednak bardzo wysoki koszt jej użycia w porównaniu do używanych wcześniej balist, czy katapult. Zarówno samo wykonanie ówczesnych dział, jak i dostarczenie wszystkich niezbędnych akcesoriów do prowadzenia ognia artyleryjskiego, pochłaniało sporo środków pieniężnych. Według ksiąg rachunkowych z początku XV wieku ciężka bombarda kosztowała tyle, co średniej wielkości koga kupiecka, a jeden strzał z niej oddany kosztował tyle, co cztery woły. Również żołd wyszkolonego w obsługiwaniu działa puszkarza należał do najwyższych i przewyższał zapłatę dla zaciężnego kopijnika w pełnej zbroi.

Dodatkowo średniowieczna broń palna wymagała szerokiego asortymentu narzędzi, niezbędnych do jej obsługi. Przede wszystkim więc wyposażano artylerzystów, zwanych wówczas puszkarzami, w żelazne łopatki do sypania prochu, wyciory do lufy, a także szydła, szczypce i stemple do oddawania strzału.


blog comments powered by Disqus